Próbowałem medytacji, lecz jakoś do mnie to nie przemawia. Próbowałem mindfullness, lecz cały czas miałem wrażenie, że robię coś nie tak. Może dlatego, że oba brzmią dumnie. Tak jak „modlitwa” kojarzy się z pozycją klęczącą i pokornym zgięciem w pół.
Bardzo często odmawiam modlitwę idąc. Leżąc, właśnie się obudziwszy. Siedząc przed komputerem w pracy czytam Desideratę. I to jest dla mnie modlitwa. Często też modlę się w nocy, leżąc i patrząc w ciemność rozmawiam z Bogiem, Jakkolwiek Go Rozumiem.
Jakiś czas temu kupiłem sobie zegarek. Smartwatch. Odkryłem na nim aplikację „Uważność”. Ustawiłem, żeby przypominał mi o ćwiczeniu o poranku i wieczorem. W obu przypadkach zwykle ignorowałem powiadomienia, lecz często używam sam z siebie.
Ustawiam 30 sekund i kładę się wygodnie. Puszczam aplikację i leżę, a zegarek wibruje na wdech i wydech. Czasem ćwiczenie powtarzam.
Uspokaja. Mnie.


Komentarze
Pokaż komentarze