Wielokrotnie narzekałem na sformułowanie: przerabiać Program. Czy Kroki. Razi mnie, bo można Program omawiać, Można nad Programem pracować. Można Program przechodzić.
Dziś byłem na mityngu, na którym liczba solenizantów była prawie równa liczbie pozostałych uczestników. Dwadzieścia dwie osoby. Różne osoby, kobiety i mężczyźni. Z rokiem i czternastoma latami trzeźwienia.
Każdy z nich miał swoją opowieść. Ciekawszą, mniej ciekawą. Mądrzejszą i mniej wciągającą. Interesującą i codzienną.
A jednak w każdej z tych historii przewijał się pewien motyw: coś przeskoczyło. I wszyscy chodzili na mityngi.
Samemu doskonale się pije, ale trzeźwieć samotnie się nie da.
Znam przypadki osób, które na mityngi nie chodzą i nie piją już ileś lat. Ja chodzę, by dzielić się doświadczeniem, siłą i nadzieją. Dodatkowo, zauważyłem kiedyś, że jeżdżąc po różnych grupach, spotykam te same osoby. Widzę te same twarze. Widzę je dlatego, że nie piją. A nie piją, bo przychodzą na mityngi. Pamiętam też twarze, których dawno nie widziałem. Czasem zdarza się, że nie żyją. Czasem po prostu się mijamy. Najgorzej, gdy ktoś już wytrzeźwiał i dlatego przestaje chodzić. Obyś nie wytrzeźwiał za wcześnie - powiedział mi przyjaciel na pierwszym mityngu. I miał rację.


Komentarze
Pokaż komentarze