Nie lubiłem we Wspólnocie często powtarzanego słowa „Bóg”. Jak zresztą, z tego co słucham na mityngach, wielu innych przyjaciół.
Potem przekonałem się do koncepcji Boga, Jakkolwiek Go Pojmuję.
Od czasu, gdy zawierzyłam swoje życie Bogu Jakkolwiek Go Pojmuję, przestałam spieszyć się na autobus - powiedziała na mityngu spikerskim przyjaciółka. - Jeśli odjedzie beze mnie to znaczy, że miałam się na niego spóźnić.
Postanowiłem spróbować i gdy jechaliśmy z Żoną na ślub znajomych, trafiliśmy na korek. Powiedziałem Jej wtedy, że jak mamy się spóźnić to i tak się spóźnimy, cokolwiek byśmy robili. A jak mamy zdążyć, to znaczy że tak miało być. I całe napięcie ze mnie zeszło. I nawet nie czułem się zły, że spóźniliśmy się na ślub. Zdążyliśmy na zdjęcie z parą młodą.
Od tamtej pory moje życie stało się dużo prostsze. Przyjmuję je takim, jakie jest, odnosząc swoje sukcesy i przyjmując porażki. Przestałem je tak klasyfikować i dziś nazywam je po prostu doświadczeniami na drodze zdrowienia. Stosuję też inną zasadę: Mój Bóg Jakkolwiek Go Pojmuję nie kładzie na moje barki ciężaru, którego nie dam rady unieść. O tym jednak już innym razem.


Komentarze
Pokaż komentarze