Mam kuzyna, z którym wypiłem morze wódki. Zawiozłem mu torbę alkoholu z piwnicy mieszkania, które sprzedawałem, zaznaczając, że za skutki nie biorę odpowiedzialności.
A ty tak wciąż, nic? - zdziwił się.
A ja wciąż. Myślę, sobie, że wielu ludzi, gdy mówię, że nie piję, patrzy na mnie z politowaniem znad pokalu z piwem, innej szklanki z whisky lub lampki wina. Myślą, że sobie czegoś odmawiam, że jestem zobowiązany jakąś „przysięgą na Górce”. Nawet ktoś mnie kiedyś zapytał, po co się tak męczyć.
Dziś na mityngu opowiadałem o tym, że długi czas spędziłem na użalaniu się nad sobą, straconymi szansami, zmarnowanym potencjałem i niesamowitym intelektem, którego nie wykorzystałem. Jakiś czas temu jednak zauważyłem, że to właśnie dziś robię rzeczy, o których nawet nie myślałem rok temu. Dwa lata temu nie spodziewałem się, że będę myślał o ich robieniu. Właśnie dlatego, że nie piję, cieszę się takimi rzeczami. Rozwijam się i progres, który zrobiłem od czasu gdy przestałem pić jest niewyobrażalny. Brakuje mi smaku, czasami. Gdy pomyślę o skutkach, uważam, że to niewielka niedogodność.


Komentarze
Pokaż komentarze