Będąc pijanym nie lubiłem się przeglądać w lustrze. Kiedyś spojrzałem i zobaczyłem faceta ze skołtunioną brodą, w której znajdują się okruchy pizzy sprzed tygodnia, włosami w nieładzie i obłędem w oczach. To był jakiś dziwny gość, nie ja.
Nie chciałem psuć sobie świata, w którym żyłem. W nim podobałem się kobietom, byłem męski i wspaniały. Cokolwiek tylko raczyłem tknąć, zamieniało się w złoto, a moje odciski stóp powinny być zaznaczane tam, gdzie powstały.
Oczywiście, wiele rzeczy mi nie wychodziło. Nie przeze mnie - przez nich. Tych wszystkich, którzy mnie otaczali, zawistnych, podłych, małych duchem i intelektem ludzi. Do pięt mi nie dorastali, ale mieli stanowiska, władzę, pieniądze. Bo oszukiwali, kradli i gnębili takich jak ja.
Teraz patrzę w lustro i widzę trzeźwe, inteligentne oczy. Mam przystrzyżone włosy, brodę (może raczej bródkę) zadbaną i przyjemną. Wyglądam młodziej i zdrowiej niż parę lat temu. Lubię powtarzać, że gdy piłem, pili wszyscy wokół mnie. Gdy przestałem, spotkałem wielu wspaniałych ludzi, którzy również nie piją. I sam jestem człowiekiem na stanowisku, mam wpływ i pieniądze. Jestem w pokoju z sobą i nie oszukuję. Nie widzę takiej potrzeby. W lustrze i poza nim.


Komentarze
Pokaż komentarze