Powodów moich porażek zawsze poszukiwałem na zewnątrz. Zawsze ktoś inny zawinił, zawsze komuś innemu się poszczęściło, zawsze gdzieś indziej było lepiej. Z tego uknułem teorię, że świat jest przeciwko mnie. I ludzie. I okoliczności. Ograniczało mnie to.
Dlatego piłem, bo mi nie wyszło i piłem, bo mi wyszło. Piłem bo było do niczego i bo było dobrze. PIłem z powodu porażek i z powodu zwycięstw.
Każdy powód było dobry, żeby uniknąć odpowiedzialności.
To nie jest tak, że nie możesz pić - powiedziała mi moja terapeutka w ośrodku odwykowym. - Możesz robić co chcesz, pamiętaj tylko że wiąże się to z konsekwencjami.
Patrząc z na życie z mojej dziwacznej, pijackiej perspektywy (jeszcze), nie rozumiałem - mówią „nie możesz pić”, mówią: „możesz”.
Dotarło do mnie jakiś czas później, gdy spojrzałem na papierki przywiezione z terapii. Kto chce - szuka sposobów. Kto nie chce - szuka powodów, głosił napis na pierwszej stronie mojego Osobistego Planu Zdrowienia.
Był na wszystkich dokumentach. Był w każdej sali. Na każdym kroku.
I zamiast skupiać się na powodach, przez które piłem, skupiłem się na sposobach, by tego nie robić. Całkiem nieźle mi z tym.


Komentarze
Pokaż komentarze