Masz do czego wracać? - zapytała mnie dzień przed wyjściem z ośrodka leczenia uzależnień jedna z pielęgniarek, która bardzo mnie lubiła.
Zaskoczyło mnie jej pytanie. Przecież opowiadałem jej o Żonie, o Synach, o pracy.
Dwa dni wcześniej dowiedziałem się, że kolega, który pisał piękne prace, opowiadał, jak będzie pięknie, gdy wróci - znów pije i został wyrzucony z domu. Bo jego pobyt w ośrodku był ostatnią szansą.
Trzy miesiące potem zadzwonił do mnie pijany kolega, z którym bardzo dobrze mi się mieszkało i rozmawiało, wydawał mi się inteligentnym porządnym facetem, któremu powinęła się noga, jak mnie. Żona, która kilkakrotnie odwiedzała go w ośrodku, odeszła, a wcześniej założyła mu niebieską kartę.
Kolega, który narzekał, że nie ma o czym pisać prac, bo przecież nic zdrożnego nie robił, zapił się na śmierć pół roku później. Synowie nie chcieli go widzieć.
Każdy z nich miał swoją opowieść - zrozumiałem to jakiś czas później. Pielęgniarka martwiła się o mnie, dlatego zadała mi do bólu szczere pytanie.
Moja opowieść była prawdziwa, od początku wiedziałem, że jeśli nie będę uczciwy, nic z tego nie wyjdzie. I wrócę do ośrodka. I będę tam, gdzie byli ci wszyscy. Nie byłem lepszy. Po prostu jeszcze nie upadłem tak nisko. Jeszcze.
Mam szczęście i jestem jednym z tych, którzy zatrzymali się w porę.


Komentarze
Pokaż komentarze