Jakoś po dwóch czy trzech miesiącach trzeźwienia postanowiłem wybrać się na mityng DDA. Było to tym prostsze, że odbywał się w tej samej sali co mityngi AA i to zaraz po tymże mityngu. Jeszcze prostsze było to, że jakaś część alkoholików zostawała, by rozmawiać o byciu dorosłym dzieckiem alkoholika.
„Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie” właściwie nic nie mówi o moich uczuciach. Wstrząsnęło mną to przeżycie.
Nic dziwnego, że powiedziałem o tym swojej terapeutce, jeszcze z ośrodka odwykowego. Właściwie po to spotkałem się z nią na sesji osobistej.
Najpierw umocnij w sobie tożsamość alkoholika, potem zajmiesz się innymi rzeczami - powiedziała mi wtedy.
Byłem na nią właściwie zły. Podobało mi się na mityngu DDA i chciałem tam być. Szczerze powiedziawszy podobało mi się bardziej, niż na mityngach AA. Posłuchałem terapeutki, zaufałem jej, jak robiłem to już wcześniej. Nie dopytując. Nie wątpiąc, że to jest coś, co powinienem zrobić.
Dziś jestem wdzięczny za te słowa. Nie chcąc gdybać, wiem, że właśnie to było mi potrzebne. Praca w terapii pogłębionej nad moimi problemami emocjonalnymi (również z ojcem, który zmarł zanim zacząłem trzeźwieć). Praca na mityngach AA. Spotkania z innymi alkoholikami. Warsztaty.
Dziś mógłbym już pewnie pójść na mityng DDA. Na razie jednak mityngi AA wystarczą.


Komentarze
Pokaż komentarze