Dziś na mityngu kolega zapytał: Jak nie stracić nadziei?
Jest na zakręcie życiowym i nie radzi sobie, więc pije. Z drugiej strony pamiętam opowieść przyjaciela, który w krótkim czasie stracił matkę i dwoje dzieci. Dlatego mówię wam to ja: nie ma powodu, żeby zapić - powiedział na swojej obfitej w lata rocznicy.
Nie pocieszałem kolegi dziś. Nie mówiłem mu, że świetnie że jest i cieszę się, że go widzę. Przyjaciel, znów z dłuższą trzeźwością powiedział: To jest decyzja: albo chcesz trzeźwieć, albo chcesz się zapić. Ty decydujesz.
Przypomniałem sobie swoją terapeutkę z ośrodka. Zrobisz co zechcesz. Możesz pić, nikt ci tego nie zabroni, pamiętaj tylko o konsekwencjach. Bierz odpowiedzialność i z tym się mierz. Dziś piję, jutro mam kaca, bo piłem wczoraj. Twoja decyzyjność to jest moment sięgnięcia po flaszkę. Jeśli nie sięgniesz po nią - wciąż decydujesz.
I to właśnie powiedziałem. Mnie te słowa pomogły.


Komentarze
Pokaż komentarze