Długo czułem się nieprzystosowany. Czułem się nie na miejscu. Nie u siebie. Szukałem swojego miejsca. Swojej grupy.
Nie jest tak, że przyszedłem do Wspólnoty AA i poczułem się na swoim miejscu. Wręcz przeciwnie - czułem się bardzo nie na miejscu. Nie poszedłem tak daleko jak większość - nie miałem problemów z prawem, nie byłem agresywny po alkoholu, nie straciłem rodziny, nie wyrzucili mnie w pracy, nie spałem na ulicy.
Znów byłem inny.
Szczerze powiedziawszy, lepiej czułem się na terapii, w grupie terapeutycznej, gdzie miałem podpisany kontrakt, a tutaj żadnej gwarancji anonimowości. Owszem, na mityngach mówimy o anonimowości, ale również mówimy o wielu innych sprawach, których większość nie szanuje. Nawet podczas czytania kroków niektórzy dopytują, który teraz trzeba przeczytać, tak słuchając tego, o czym mówimy.
Ostatnio jednak mam poczucie, że jestem w tym miejscu, gdzie powinienem być.
Mam swój świat. I jestem tu, gdzie powinienem być.


Komentarze
Pokaż komentarze