Oczywiście, że egoizm i egocentryzm były (i czasem wciąż są) moimi wadami. Mam w sobie uwielbienie dla siebie i stąd jestem świetny, gdy trzeba skupić na mnie uwagę. Gdy ludzie mają mnie słuchać (dlatego jestem dobry w szkoleniu innych) lub pójść za mną (dlatego jestem również dobrym liderem).
Nie ma w tym samouwielbienia. Jest trzeźwa ocena sytuacji.
Jestem alkoholikiem, to znaczy, że mam skłonność do przesady. Przesadzałem z alkoholem, przestałem pić to szukałem przesady gdzie indziej. Na przykład kiedyś poczułem się jak pijany, bo nie zdążyłem zjeść, zatem - żeby nie być głodny nakupiłem batonów, które poupychałem po kieszeniach wszystkich kurtek, marynarek i spodni. Do dziś je znajduję.
Tak samo było z egoizmem i egocentryzmem. Gdy tylko dostrzegłem w sobie te wady, od razu chciałem się ich pozbyć w całości. I każdą, minimalną nawet pozytywną ocenę siebie traktowałem jako przejaw niepohamowanej i bezczelnej pychy alkoholika, którym jestem.
Nauczyłem się, jak to określała moja terapeutka obiektywizować. Zrozumiałem, że jestem dla siebie najstraszniejszym sędzią i sam jestem ofiarą swojej przeszłości i straty w moim życiu nie dotyczą tylko sfery rodzinnej, materialnej i duchowej - dotyczą mnie, głęboko we mnie. Boleśnie.
Nauczyłem się, powoli, myśleć o sobie jak o fajnym facecie. Nikt nie protestuje, mówiąc że zadzieram nosa. I ja staram się nie przesadzać.


Komentarze
Pokaż komentarze