Mechanizm rozdwojonego ja był dla mnie odkryciem nie lada. Oto nagle znalazłem wytłumaczenie na to, co robiłem. Spojrzawszy na siebie jak na dwie połówki, które niekoniecznie tak samo wyglądają, ale tworzą jedną całość.
Podobny szok przeżyłem, gdy poruszyłem na grupie terapeutycznej temat homoseksualizmu mojego brata. Powiedział mi o tym, a co więcej, podczas kolejnego naszego spotkania na komunikatorze chciał nam go przedstawić. Wtedy terapeutka zapytała, czy nie jest to tak, że obawiam się po prostu tej mojej części, która jest homoseksualna. Podobno każdy taką część ma.
Okazało się, że potrafię ze sobą żyć. Pijany ja siedzi gdzieś w kąciku mojej osobowości, bo ten trzeźwy zaczął się tak rozpychać, znajdować kolejne zainteresowania, wyszukiwać interesujące aspekty rzeczywistości, że nie ma już właściwie miejsca.
A partner mojego brata okazał się świetnym facetem, z którym lepiej się dogaduję niż z bratem.
Mimo to zostałem po swojej stronie barykady. Jest mi całkiem dobrze ze sobą takim, jakim jestem.
Co nie znaczy, że czasem nie chciałbym być jeszcze fajniejszy.


Komentarze
Pokaż komentarze