Rzeczywiście, podczas picia wiele rzeczy mi się nie podobało i twierdziłem, że albo trzeba to zrobić idealnie albo wcale. Na przykład - nie jestem malarzem (pokojowym), więc nie ma co się brać za pomalowanie pokoju, przecież się nie znam.
Z odwyku wróciłem w styczniu, już w maju przemalowaliśmy z Żoną pokój Synów i nasz. Sprawiło mi niesamowitą przyjemność pomaganie, organizowanie, jeżdżenie, kupowanie. A potem stwierdziłem, że tu przenika, tam nie wyszło, tu nieporządnie.
A potem doszedłem do wniosku, że jestem w stanie z tym żyć.
Zacząłem od tamtego momentu wychodzić poza swoją strefę komfortu, czasami martwiąc się (zwykle niepotrzebnie), że coś mi nie pójdzie, jakbym chciał.
Aż doszedłem do tego etapu, że Bóg doświadcza mnie w ten sposób, jakiego potrzebuję i nie jest zupełnie ważne, czego ja chcę. Co mnie się podoba lub nie podoba, albo jest przyjemne lub nie.
Nauczyłem się słuchać wewnętrznego głosu, dlatego też, gdy przyszło do tworzenia tego bloga, w pewnym momencie przyszło mi do głowy, że powinienem dodawać obrazki. Zgodnie z polityką portalu, powinny być moje. Znaczy - przeze mnie narysowane, a ja rysować nie umiem. I to się nie zmieniło, choć wykupiłem sobie już lekcje rysunku.
Na przestrzeni czasu, gdy piszę - różnie bywało. I będzie bywać. Ładnie i brzydko, ale sam zrobiłem.


Komentarze
Pokaż komentarze