Moja Żona nie jest alkoholiczką. Umie pić alkohol normalnie, nie zachwycając się aktem spożycia i nie potrzebuje go jako podstawy imprezy czy nawet tylko towarzyskiego spotkania. Gdy czuje się gorzej, nie przychodzi jej do głowy, żeby się napić.
Ja tak nie mam i, choć wciąż mnie to zachwyca i niesamowicie zadziwia, już Jej nie zazdroszczę.
Kiedyś zazdrościłem ludziom pieniędzy, dóbr materialnych, lepszej pracy. Zazdrościłem im, że nie mają problemów - jak ja. Podskórnie czułem, że różnica między nimi a mną jest po prostu taka, że ja piję więcej, aczkolwiek głośno bym tego nie przyznał. Piłem przecież jak inni.
Dziś nie piję, mam fajną rodzinę, mieszkanie i dobrą pracę. Dobrze zarabiam. I wcale nie jest tak, że nie mam problemów - są, choć zupełnie inne, niż były wtedy.
Rozumiem już, że życie nie polega na tym, żeby było łatwe. Polega na tym, żeby sobie z trudnościami radzić, lepiej lub gorzej, zawsze jednak zyskując doświadczenie.
Dlatego uważam, że mam naprawdę fajne życie. Właśnie dlatego, że już nie boję się z nim mierzyć.


Komentarze
Pokaż komentarze