Byłem dziś na mityngu spikerskim. Przemawiający zaczął od wspomnienia, jak był dzieckiem i wkładał palec do kieliszka a potem do buzi i jak cieszyło to dorosłych. A potem jeszcze kilka takich tekstów.
Znam kilka osób, których wypowiedzi mityngowe nie dotyczą tego co teraz. Co wynika z tego, że NIE piją, a co, gdzie, ile, z kim i co najważniejsze CZEGO wypili.
Myślę, że paru z nich robi to z tęsknoty za tamtymi czasami, bo tak naprawdę najchętniej wciąż wzięliby flaszkę do ręki. Ci mają w zwyczaju mówić o alkoholu „trucizna”.
Myślę, że jest też paru, która robi to, w świetle tekstu, który pojawia się (z tego co wiem tylko w Polsce) na początku mityngu, by uczestnicy: ograniczali swoje wypowiedzi do problemów związanych z nadużywaniem alkoholu oraz doświadczeniami na drodze do wyzdrowienia z alkoholizmu.
Problem z tym jest taki, że większość z nich prawdopodobnie w jakimś stopniu (i w swoim mniemaniu) z alkoholizmu wyzdrowiała.
Ja zaś nie twierdzę, że mam same złe doświadczenia z alkoholem. Gdybym się nie upił, nie poznałbym pewnie Żony. Gdyby nie flaszka obalona po pogrzebie ojca, pewnie nie miałbym takich dobrych stosunków z bratem. Lecz chcę pamiętać, że alkohol zrobił mi również wiele krzywdy i przez niego narobiłem wielu głupot.
Nie lubię wspominać tamtych czasów. Wolę patrzeć, co jeszcze ciekawego mogę zrobić.


Komentarze
Pokaż komentarze