Nie jest, niestety prawdą, że Wspólnota AA jest bezinteresowna. Niestety, nie zawsze też jest anonimowa.
Jeśli przychodzisz i boisz się powiedzieć coś na mityngu, żeby nie wypłynęło - opowiadał kiedyś jeden ze spikerów na którymś mityngu - to znaczy, że masz coś załatwionego i skoro się tego wstydzisz to nie poradziłeś sobie z czymś.
Prawda jest jednak taka, że to, co na mityngu, powinno na mityngu zostać. Bardzo lubię jak mój znajomy prowadzi mityng i kończy czytanie zasad stwierdzeniem: Cokolwiek tu powiemy, pozostaje w tych czterech ścianach i w naszych sercach.
Wielokrotnie spotkałem się z łamaniem anonimowości, nie tylko mojej ale i wielu innych. Rozmawiam z kimś, co słychać u kogoś tam, kogo z nami nie ma, a ten opowiada mi, że widział go na mityngu tu i tu, wtedy a wtedy, mówił o tym czy owym.
Nie tak to jest. Podobnie nie lubię słuchać o tym, jak to AA jest wspaniałe, otwarte i miłosierne. To tylko ludzie - powtarzam sobie. - Są omylni, są złośliwi i są też dobrzy, ciepli.
I na tych wolę patrzeć. Może się starzeję i robię się na starość rozgoryczony. A może po prostu patrzę trzeźwo, po pierwszym zachłyśnięciu się.


Komentarze
Pokaż komentarze