Kiedyś, gdy jeszcze piłem, patrzyłem na swoich kolegów i koleżanki z pracy i zazdrościłem im. Tej, bo budowała dom, temu, bo miał nowy zegarek, tamtemu, bo przyjechał nowym samochodem. Myślałem sobie wtedy, że gdybym miał to wszystko, byłbym szczęśliwy. Gdybym miał więcej pieniędzy - myślałem.
Tylko to trochę jak w Baśni o ludziach stąd:
Jakbym miał żonę, dom, telewizor, samochód, to bym był szczęśliwy - mówi jeden.
Eeee tam - odpowiada drugi - Jakbyś miał dwa wina, to byś był szczęśliwy.
No - odpowiada pierwszy po zastanowieniu. - Chyba że dwa wina.
Jak pamiętam, zawsze na coś czekałem. Zawsze chciałem czegoś nowego, Zawsze poszukiwałem nowych rzeczy, podniet, gadżetów. Zawsze mój cel był o kawałek stąd. Gdzieś daleko.
Dziś naprawdę dobrze zarabiam. Mam sprzęty, o których kiedyś nawet nie pomyślałem, nie dlatego że mnie stać, lecz dlatego, że ich potrzebuję. Mam mieszkanie, a nie dom, lecz jest na pewno moje, właściwie nasze. Jeżdzę samochodem z 2002 roku, choć mógłbym sobie kupić coś ładniejszego, to auto nie ma ładnie wyglądać, tylko jeździć.
Wciąż mam swoje cele i wciąż wyobrażam sobie gdzieś daleko, szczególnie jeśli chodzi o wiedzę i umiejętności.
Szczęście to nie jest cel. To tu i teraz, wśród moich bliskich.


Komentarze
Pokaż komentarze