Cieszę się, że mam Wspólnotę. Dzięki temu poznałem wielu ludzi, w tym wielu wspaniałych, którzy są dla mnie ogromnym wsparciem i byli wsparciem w paru momentach mojego życia.
Pod koniec terapii pisałem swój plan zdrowienia, uwzględniając w nim punkt swojej siatki wsparcia. I tak też zapisałem, kogo tam będę miał, kiedy i ile osób.
Mój Bóg tarza się ze śmiechu, gdy ja planuję - zwykł mawiać jeden z moich kolegów na mityngach.
Po pół roku od napisania mojego Osobistego Planu Zdrowienia, okazało się, że nijak się ma do mojej rzeczywistości. Miałem całe mnóstwo przyjaciół we Wspólnocie.
Dziś mam kilka osób, do których dzwonię, o które dbam i która, mam wrażenie, dbają o mnie. A przynajmniej - chcą o mnie dbać. Bardzo wielu z moich uprzednich przyjaciół jest mi po prostu… przychylna. Być może część nie jest mi wroga.
A część jest.
Dlatego z tą wdzięcznością, to trochę jest tak, że czasem jest, a czasem mniej.


Komentarze
Pokaż komentarze