Podczas warsztatów w Bieszczadach bardzo podziękowałem jednej dziewczynie (nazwijmy ją M), dzielącej się doświadczeniem. Niektórzy mówią, że trzeba koniecznie klękać jak się modli - powiedziała. - Ja zwykle siedzę, bo myślę sobie, że mój Bóg by mnie wyśmiał.
Mnie klęczenie kojarzy się z mszami w kościele (rzymskokatolickim) - smutnymi i dołującymi. I moją ciocią, na kolanach, zgiętą wpół ze złączonymi w geście modlitwy (według niej), a upokorzenia własnego (według mnie). Podczas mszy wielokrotnie to się podkreśla, swoją niską wartość i słabość.
Myślę sobie, że mój Bóg, Jakkolwiek Go Pojmuję jest wesołym gościem, tak jak u M, jest kumplem, któremu mogę się zwierzyć, mogę zawierzyć i mogę powiedzieć o wszystkim, niekoniecznie słowami modlitwy (w rozumieniu wyuczonej formułki). Idea mojego Boga Jakkolwiek Go Pojmuję jest dla mnie ideą pozytywną, poukładaniem, porządkiem widocznym w każdym najmniejszym nawet momencie Wszechświata.
Jest jak Moc. Jest Mocą. Tworzy Moc.
I znów - nie chodzi o jedaizm.
PS. Notka powstała wczoraj. Nacisnąłem, jak zwykle, przycisk „Opublikuj” i dziś zorientowałem się, że jej nie ma. Z niezrozumiałych dla mnie powodów. Nie przygotowuję notek, piszę je tutaj, więc stworzyłem ją jeszcze raz.


Komentarze
Pokaż komentarze