Powoli zbliża się koniec roku i czas podsumowań. Dla mnie najważniejszym doświadczeniem tego roku jest na pewno choroba Żony. Wtedy byłem wściekły, bezsilny, rozżalony. Zły na cały świat, że coś takiego się wydarza. Mimo to, gdy płakała z bólu przytulona do mnie, to wciąż powtarzałem sobie w głowie: Dziękuję ci, Boże, za to co mi dałeś, co mi odebrałeś i co mi zostawiłeś.
Dziś patrzę na to doświadczenie z wdzięcznością, bo z perspektywy czasu najlepiej widać, gdzie byłem przedtem, a gdzie jestem teraz. Moja Żona mówi mi czasem, że bardzo mnie kocha, ni stąd ni z owąd. Gdy pytam, czemu teraz, odpowiada mi, że ma wspaniałego męża.
Pamiętam jednak, jak Ona opiekowała się mną, na początku mojego trzeźwienia, gdy spotykały mnie kolejne przeszkody - krwawienie z przewodu pokarmowego, nowotwór, zapalenie trzustki…. Ona miała cały dom na głowie i jeszcze przyjeżdżała do mnie.
Dziękuję mojemu Bogu, Jakkolwiek Go Pojmuję, że mogłem choć trochę wdzięczności, którą miałem dla Żony, zamienić w czyn.
Wyjście poza strefę komfortu nie jest przyjemne - powiedział dziś kolega na mityngu. - Jest za to bardzo satysfakcjonujące.
Też tak mam z wyzwaniami.


Komentarze
Pokaż komentarze