Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę, - powiada popularne przysłowie.
Ja dziś zbieram owoce tego, co zacząłem kilka lat temu. Ciężkiej pracy nad sobą. Powoduje to, że nie tylko się nie załamuję, ale przełamuję to, co mi przeszkadza.
Miałem zabieg - niewielki, nietrudny, aczkolwiek (można powiedzieć) upierdliwy. Nie jest przyjemny - to chyba najlepsze określenie. Aczkolwiek jeszcze jakiś czas temu uznałbym przygotowanie do niego (lewatywę) jak i sam przebieg (pozycja kolanowo-łokciowa) za uwłaczający mi, a nawet upokarzający.
Poddałem się mu dla zdrowia, a nie po to, żeby się dołować lub cieszyć. Wiem też, że lekarz, który przeprowadzał zabieg jest profesjonalistą i robi to, co robi najlepiej. Nie po to, żeby się napawać, tylko po to, żeby naprawiać, co zepsute.
Umówiłem się na kontrolę w innej sprawie. Okazało się, że doktor ustalił mi termin wizyty tego samego dnia.
I to są moje żniwa. Widzę szerszą perspektywę, mam lepszy wgląd w siebie. Jeden z kolegów w AA mawia że jego Bóg go lubi.
Ja czuję się przez mojego Boga, Jakkolwiek Go Pojmuję, polizany. Na szczęście.
Notka jest dostępna w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze