Nie lubię owczego pędu. Nie podążam za stadem. Gdzieś tam mam w głowie swoje punkowe podejście do życia: idż pod prąd. Nie mam też za bardzo instynktu stadnego, jak owce - dlatego nie chodzę na imprezy AA - wolę grać w tenisa stołowego.
Nie zawsze tak było. Nauczony przez moich rodziców, schodziłem innym z drogi, słysząc o tym, że pokorne cielę dwie krowy ssie. Pokorne cielę nie ssie w ogóle, bo nikt go nie zauważy.
Zaczynając trzeźwieć, uczyłem się najpierw poczucia własnej wartości. Było to o tyle trudne, że tuż za poczuciem się pewniej znajduje się moje ego. A to poprowadzi mnie do pychy, która jest moim drugim imieniem.
Dlatego postanowiłem uczyć się też pokory. Uczyć się pomagać. Wyzbywać się skupienia na sobie, swoich potrzebach i swoich celach. Tylko to też nie było dobre. Uważałem, że złość jest zła. Zapomniałem, że jest również drugi rodzaj złości - taki, który cechuje sportowców, potrafiących wykorzystać złość do tego, żeby organizm wykonał większy wysiłek niż zwykle. Agresja potrzebna na czas walki, lecz zaraz potem szacunek dla przeciwnika, szczególnie pokonanego.
I tak powoli uczyłem się, że czasem warto postawić na swoim. A czasem odpuścić. Bez żalu


Komentarze
Pokaż komentarze