Na terapii powiedziałem, że gdy wrócę do domu, zrobię porządek w grach i pozbędę się pewnie ich części. Zostałem skrytykowany, że zajmuję się tematami pobocznymi, a nie swoim uzależnieniem. Tylko jeden człowiek powiedział: A ja rozumiem i popieram. Gość ma bałagan w życiu, to musi posprzątać przestrzeń fizyczną. Od czegoś trzeba zacząć.
Nie mogę odmówić celności temu stwierdzeniu. Gdy wróciłem do domu, bardzo chciałem jakiejś zmiany. Pozbyłem się dużej części ubrań, z których wiele pamiętało jeszcze moje czasy studenckie. Kupiłem inne ubrania, ładniejsze i być może pasujące do mnie lepiej. Obciąłem włosy - z irokeza (który w moim wieku pasuje co najwyżej z okazji pójścia na koncert), zrobiłem standardowe uczesanie męskie. Zmieniłem pracę. Z tej okazji kupiłem sobie wypasione krzesło gamingowe, z regulowanymi podłokietnikami.
I wciąż coś było nie tak. Wciąż było coś do zmiany, wciąż coś do kupienia.
Tymczasem gry wciąż leżą na półkach i czekają na swoją kolej. Czasem kupuję ubrania, ale raczej pozbywam się starych od czasu do czasu przeglądając szafę. Siedzę na piłce i jedynie to, że kupiłem sobie biurko z regulowaną wysokością jest zmianą otoczenia (wymuszoną stanem mojego kręgosłupa)
A jednak mam spokój w sobie. Jestem w spokoju z sobą. I tak jest dobrze.
Notka znajduje się również w serwisie YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze