W szkole podstawowej byłem dobry z przedmiotów ścisłych. Matematyka uwierała mnie jednak, bo musiałem się jej uczyć, wiązała się z wysiłkiem w jej pokonywaniu.
W liceum wiedziałem już, że chciałbym być pisarzem, w związku z tym skupiłem się na naukach humanistycznych. Na takie też studia poszedłem. Nie dlatego, że interesowało mnie to - mam pewne wyczucie języka, inteligencję i niezłą pamięć, co wystarczyło mi do przejścia tych studiów. Nie zostałem pisarzem, a wiem, że jest wielu autorów, którzy są „ścisłowcami”, jak na przykład Marek S. Huberath.
Dziś myślę sobie, że przydałaby mi się większa porcja wiedzy z matematyki i się jej uczę. Przydałaby mi się algebra liniowa i rachunek różniczkowy. Trochę jednak żal.
Dlatego też ciężko mi było pogodzić się z tym, że Synowie nie chcą mnie słuchać, gdy doradzam, jaki zawód wybrać, czego się uczyć, co może się przydać. Jest taka historia: Gdybym miał to doświadczenie, które mam teraz trzydzieści lat temu, nie zrobiłbym tylu błędów - mówi jeden z rozmówców. Gdybyś nie zrobił tych błędów, dziś nie miałbyś tego doświadczenia - odpowiada drugi.
I właśnie to teraz już rozumiem. Nie mogę zmienić moich Synów. Mogę zmieniać siebie. Mogę zmieniać swoje postrzeganie świata. Ten jest dokładnie taki, jaki być powinien.
Notkę można zobaczyć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze