Nie wiem, czy mogę o sobie powiedzieć, że jestem człowiekiem sukcesu. Zawsze uważam, że sukces dopiero przede mną. Aczkolwiek z boku patrząc, obiektywizując, jak mówiła moja terapeutka, może to tak wyglądać.
Na pewno za to umiem słuchać.
Być może nauczyłem się tego na mityngach AA, choć, jak dziś sobie różne rzeczy przypominam, zawsze miałem umiejętność dogadania się z każdym. Mam w sobie otwartość i komunikatywność. Ludzie zaś - znów, mam takie wrażenie - lubią mi mówić różne rzeczy.
Naprawdę jednak, tak myślę, uczyłem się słuchać, gdy zacząłem trzeźwieć. Nie chodzi przecież o to, żeby po prostu słyszeć, wpuszczając jednym, a wypuszczając od razu drugim uchem. Niby wiedziałem, że między tymi dwoma słowami: słuchać i słyszeć, jest dość duża różnica. Dopiero, gdy podczas rozmowy nie byłem nieprzytłumiony alkoholem, wiedząc, że będę to pamiętać, zacząłem zapamiętywać. A potem przyszło to, co najbardziej sobie w tym cenię: to co słyszę nie tylko przynosi ulgę osobie, z którą rozmawiam. Przynosi również ulgę mnie. Przynosi mi zastanowienie.
Co to panu robi? pytała tak długo moja terapeutka, aż sam zacząłem zadawać to pytanie. I staram się sobie odpowiedzieć.
I to pomino że czasem wstydzę się przyznać. Nie ma innej drogi.
Notkę można zobaczyć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze