Aktualnie przeżywam coś, co nazywa się „jet lag” - chodzi o problem z przestawieniem się na nową strefę czasową. Wiąże się to z przemęczeniem, wynikającym z faktu, że „straciłem” parę godzin. Po prostu była u mnie na zegarku pierwsza nad ranem, a zaraz potem siódma.
Mimo to, nie umiem odpoczywać. Po przyjeździe od razu wzięliśmy się za rozpakowywanie. Obiad. Zakupy, bo w domu nic.
Natura się jednak upomniała i w pewnym momencie po prostu padliśmy.
Wynikło z tego jednak coś, co warto było przeanalizować następnego dnia. Podczas podróży byłem bardzo podminowany - jako jedyny w ogóle nie spałem w trakcie. Normalnie nie przeszkadza mi, jak ludzie wychodzą z samolotu. Tym razem pod nosem ciskałem przekleństwa pod adresem kilku pasażerów, którzy - w mojej opinii - nieco się wlekli. I tym podobne problemy.
Problemy z mojej głowy. Problemy, których nie było. Problemy, które pojawiły się, bo byłem słabszy.
Bo byłem zmęczony. A byłem zmęczony, bo nie wypocząłem. Takie to proste.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze