Pamiętam taką sytuację, gdy wychodziłem z baru z kolegą. Byliśmy podchmieleni, jeszcze nie pijani. Zaczepił nas pijany bywalec baru, pytając dokąd idziemy. Odpowiedzieliśmy, że czas do domu. Chwilę pomyślał i powiedział: Na mnie też czas podjąć ryzyko. Po chwili, widząc, że nie za bardzo rozumiemy, dodał: Ryzyko spotkania z żoną.
Pamiętam ten czas, gdy myślałem, żeby już się zbierać, ale ktoś w barze proponował jeszcze jedno piwo. Jeszcze jedno rozdanie pokera. Jeszcze jedna lufa przy barze.
A potem było mi głupio wracać do domu, w którym czekała Żona. Bardzo cieszyłem się, gdy już spała, a ja, w swojej opinii cichutko i bardzo zręcznie wbijałem się do łóżka.
Cieszę się, że ten czas mam już za sobą. Wiele osób nie rozumie, jak to możliwe, że nie piję alkoholu, podejrzewając że gdzieś tam, w środku, cierpię, nie mogąc się napić.
A ja naprawdę cieszę się, że jestem trzeźwiejącym alkoholikiem. Wolę spędzić czas przy dobrej kawie lub herbacie, bo znalazłem dużo ciekawych aktywności, które mogę robić zamiast picia i siedzenia przed telewizorem.
Na przykład pisanie tego bloga.


Komentarze
Pokaż komentarze