Pamiętam jedną z sytuacji, gdy powiedziałem sobie, że idę do knajpy i wypiję tylko dwa piwa. Wyjdę po godzinie, maksymalnie półtora i wrócę do domu spokojny i trzeźwy. Oczywiście nic z tego nie wyszło, tym niemniej, najgorsze nadeszło dopiero następnego dnia.
Bo następnego dnia zrobiłem dokładnie to samo. Pamiętam taką myśl, że widocznie tak mam. Tak już musi być. Widocznie nie da się inaczej.
Czasem przejeżdżam koło tego baru, nie dlatego że ciągnie mnie do niego. Wtedy pewnie bym chodziłl, krążył wokół jak ćma koło ognia. Przejeżdżam, bo przechodzi tamtędy jedna z popularniejszych ulic mojego miasta.
Czasem widzę tych, z którymi siedziałem wtedy - gdy wchodzą lub wychodzą. Albo gdy palą papierosa przed wejściem, już wstawieni albo tuż przed wstawieniem się.
Jeśli wracam do domu przejeżdżam jeszcze koło miejsca, w którym siedzi banda lokalnych pijaczków.
Dziękuję Bogu, Jakkolwiek Go Pojmuję, że odebrał mi tę niemoc, tę niechęć do siebie, samonapędzające się zniszczenie.
Albo, właściwie, dał mi wybór. Pokazał, że jest wyjście z klatki.
Notkę można również obejrzeć na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze