Kiedyś miałem w sobie wiele strachu. Właściwie - lęku. Nieokreślonego przerażenia, że się wyda.
Bałem się, że wyjdą na jaw różne ciemne sprawki, które robiłem po pijaku. Zaczepiałem, na przykład, kobiety, składając im często niemoralne propozycje. Potem wstydziłem się tego, przed sobą, przed Żoną, przed tymi paniami.
Część z nich przeprosiłem. Większość z nich rozumiała, że dzieje się tak tylko wtedy, gdy jestem pijany. Bez alkoholu w organizmie, albo przynajmniej przy niewielkim jego stężeniu byłem całkiem fajnym gościem. Według nich. Część z nich mi nie wybaczyła i rozumiem to. Szanuję ich stanowisko - mają do niego prawo. Nie mam też do nich żalu - narozrabiałem i staram się być odpowiedzialny.
To właśnie nazywam odpowiedzialnością. Mogę robić cokolwiek i, jeśli zdecyduję się coś zrobić, godzę się ze wszystkimi konsekwencjami swojego wyboru.
Dziś już nie zaczepiam kobiet, panuję nad swoimi emocjami. Czuję wdzięczność do mojej Siły Wyższej za to, że zostałem obdarzony łaską trzeźwości.
Notkę można obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze