Co cię nie zabije, to cię wzmocni, brzmi popularne powiedzonko. Oczywiście, że używałem go do wytłumaczenia swojego picia. Oczywiście, że tłumaczyłem w ten sposób kolejne, niebezpieczne eksperymenty na sobie.
Myślę, że w tym coś może jednak być, jeśli wziąć pod uwagę, że gdy wszystko idzie dobrze, to nie jest rozwijający czas. Myślę, że jest coś w tym, że uczymy się na błędach. Pokazują one, w którą stronę iść nie należy.
To trochę jak z bólem. Narzekamy, że jest. Że dokucza nam to czy tamto, jakaś część naszego ciała. Nie jest to przyjemne, a czasem wręcz okropne. Gdy byłem po operacji i czułem ból, myślałęm sobie, że trzeba to przecierpieć. Że, skoro jestem uzależniony, nie powinienem brać środków przeciwbólowych. Uznałem że to bez sensu. Tymczasem to wcale nie jest tak, że ból jest bez sensu i że bez sensu jest branie leków przeciwbólowych. Proszę ocenić swój ból w skali od jeden do dziesięć, powiedziała pani pielęgniarka. Okazało się, że ból to schorzenie, które też się leczy.
Nauczyłem się odróżniać bezsensowne cierpienie od bólu, który trzeba przecierpieć. Czasem to wciąż nie jest oczywiste.
Notkę można obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze