Nie jestem agresywnym człowiekiem. Nawet, gdy piłem, raczej nie angażowałem się w jakieś konflikty, choć, oczywiście, zdarzyło mi się przepychać z tym czy tamtym.
W domu nigdy nie podniosłem ręki na Żonę czy dzieci.
W ogóle raczej upijałem się na smutno, niż na bojowo. Swego czasu nawet byłem pacyfistą, z dumą nosząc symbol pokoju na świecie na szyi. Uważałem agresję za coś niegodnego mnie. Za coś niskiego. Złego.
Podczas terapii zrozumiałem, że istnieją różne rodzaje złości, a co za tym idzie, różne rodzaje agresji.
Ciężko to zrozumieć, ale zobaczcie dowolną walkę. Nieważne czy będzie to MMA, boks, czy zapasy. Zauważcie, że mimo tego, że w trakcie walki zawodnicy czy zawodniczki wyglądają, jakby się mieli czy miały pozabijać, po walce, zawsze wymieniają uścisk dłoni. Często to dobrzy znajomi. Po prostu włączają tryb agresji na czas walki.
Agresja, czasem wynikająca po prostu z asertywności, jest potrzebna na przykład w pracy.
Ważne, by wyłączyć ten tryb na czas.


Komentarze
Pokaż komentarze