Moja, świętej pamięci, mama zwykła mawiać, że Uśmiech zawsze wraca, ale jak spowodujesz u kogoś łzy, wrócą podwójnie.
Być może dlatego staram się nie ranić ludzi wokół siebie. Nauczyłem się jednak, żeby pewne sprawy po prostu ignorować, bo ich rozwiązanie czy załatwienie nie należy do mnie. Ciężko te dwie rzeczy czasem odróżnić. A są też takie sytuacje, w których wydaje się, że łzy spowodować warto. A nawet należy.
Powinienem powiedzieć o zdradzie przyjacielowi, którego zdradzono? A może uznać to za taki przypadek, w którym nie należy się wtrącać?
Lubię patrzeć na świat swoimi oczami i przez siebie. To znaczy, za każdym razem pytać: Czy ja chciałbym? W powyższym przykładzie, pytanie brzmiałoby zatem: Czy ja chciałbym usłyszeć, że mnie zdradzono?
Nie jestem nieomylny. Nie aspiruję do tego, by być.
Tylko tak jestem w stanie określić, co do mnie wróci. Albo przynajmniej - mieć nadzieję.


Komentarze
Pokaż komentarze