Gdy wróciłem z terapii, czułem się samotny. Czułem się smutny, bo właśnie zostawiłem za sobą miejsce, które było moim światem przez prawie dwa miesiące. Chodziło również o ludzi, którzy je wypełniali swoją obecnością.
Tu byłem sam, jak mi się wydawało. A przecież czekała na mnie kochająca Żona, czekali Synowie. Okazało się, że nawet paru przyjaciół mi zostało, i to mimo faktu, że przestałem pić. Owszem, dziwnie było na początku siedzieć z nimi przy kawie, lecz okazało się, że się da.
Lubię być sam. W momencie, kiedy Żona już wyszła do pracy, a młodszy Synek, który wychodzi do szkoły zamyka za sobą drzwi zostaję sam. Kiedyś bałem się tej sytuacji, obawiając się, że przyjdą mi do głowy dziwne myśli. Tak właśnie, w mieszkaniu, sam, popijałem sobie.
Teraz mam dużo ciekawsze zadania, dużo ciekawsze zajęcia, niż tylko siedzenie i picie. Zapijanie smutków, radości i wszystkiego innego. Ból nieradzenia sobie z rzeczywistością.
Tyle że ja sobie radzę. Czasem gorzej, czasem lepiej, ale staram się przechodzić dzień patrząc przed siebie, z podniesioną głową.
To, że jestem sam, nie jestem samotny.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze