To nie jest tak, że zapomniałem jak to jest samo się zadręczać. To nie jest tak, bo wciąż mi się zdarza obudzić w środku nocy i tak długo szukać czegoś, czego nie dopilnowałem, nie zrobiłem lub zrobiłem gorzej, niżbym od siebie oczekiwał, aż znajdę.
A gdy znajdę, nie daje mi to spokoju. Nie odpuszcza, gdy myślę, sobie, że zrobię to zaraz, gdy tylko przyjdę do pracy.
To nie jest proste - odpuścić sobie nurzanie się we własnej beznadziejności, czy poczuciu bycia gorszym od innych. Nie jest proste dać sobie spokój z samodołowaniem się.
Używam różnych sposobów, ale zwykle staram się po prostu sobie znaleźć jakieś, ciekawsze zajęcie. Czytam książkę. Spoglądam w teksty, które mam zapisane na telefonie. Czytam wiadomości. Próbuję zasnąć, a jeśli nawet nie, to zmęczyć oczy na tyle, by zasnąć. Myślę o różnych rzeczach, które nie są związane z pracą.
Czasem działa. Gdy wstanę i spoglądam w lustro, nie czuję tego.
Ciekawa obserwacja.


Komentarze
Pokaż komentarze