Nie miałem za dobrych stosunków z rodzicami. Myślę sobie, że chodziło o obie strony, zarówno ja nie byłem zbyt dobrym dzieckiem, a oni czasami nie byli dobrymi rodzicami.
Dziś jednak myślę sobie, że bardzo się starali, żeby było dobrze. Żebym wyrósł na porządnego człowieka, taki mieli plan. Próbowali mi pomagać, gdy patrzę z dzisiejszej perspektywy. Dlatego Mama pakowała mi do plecaka dziesiątki słoików, a ja narzekałem, że muszę to nosić, nie dostrzegając, że dzięki temu miałem właściwie darmowe jedzenie w akademiku.
Na początku trzeźwienia miałem do Ojca żal o to, że przywoził mi wódkę. Często samemu pędzony bimber. Oskarżałem go o to, że przez Niego wpadłem w nałóg. Niedawno dopiero dotarło do mnie, że właśnie tak rozumiał troszczenie się o innych. Mimo że pod koniec życia nie pił, zawsze dbał, żeby wszyscy wokół mieli pełno w kieliszku, nawet gdy mieli dość.
Doceniam to, co robili dla mnie rodzice, bo widzę, ile robię dla naszych Synów, a także, jak oni tego nie dostrzegają.
A wódkę mogłem sprzedawać. To ja wolałem ją wypić.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze