Ciężko mi było wytłumaczyć sobie, że nie jestem tak beznadziejny, jak się sobie wydaję. Przedtem miałem tak, że cokolwiek usłyszałem na swój temat niezbyt przyjemnego, traktowałem to jak policzek. Taki jak na zawodach, które ostatnio widziałem - gdy plaśnięcie w policzek przeciwnika nokautuje go.
Nieważne, czego dotyczyła krytyka, w moim rozumieniu oczywiście. Mogło chodzić o wygląd, zachowanie, pracę. Coś co powiedziałem, coś co zrobiłem.
I tak, miałem kolegę w pracy, który wytykał mi różne błędy i patrzył na mnie dziwnie. Wtedy jeszcze piłem. Spotkałem go parę miesięcy później, po terapii, akurat wszedłem i rozpakowywałem się, gdy przyszedł i podał mi dłoń. Cieszę się, widząc cię w dobrym zdrowiu - powiedział mi wtedy. - Martwiłem się o ciebie, nie wyglądałeś za dobrze ostatnio.
Uświadomiłem sobie, że myślenie, iż wszyscy ludzie są przeciwko mnie, jest mocno nieprawdziwe. Jest pijane, a ja już trzeźwieję.
To, co ludzie mówią o mojej pracy nie dotyczy mnie. I często mówią to, bo chcą pomóc.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze