Cały czas mojego pijanego życia szukałem winy w innych. Widziałem u nich wady, nawet w ilościach śladowych. Oczywiście ja byłem jedynym świętym wśród grzeszników.
Kiedyś poszedłem z Synkami na spacer. Jeden z nich miał chyba cztery lata, może pięć. Na pewno nie umiał czytać. Pamiętam, że kombinowałem, jak to zrobić, żeby kupić sobie flaszkę, na całą dalszą część dnia. Młodzież wymyśliła hot-doga, a było to jakieś święto, więc takie punkty były z jakiegoś powodu zamknięte. Poszliśmy w kilka miejsc i były zamknięte, a zatem oznajmiłem, że nie kupimy dziś hot dogów. A może pójdziemy do tego sklepu, w którym ty zawsze kupujesz piwo i wódkę, tatusiu? - zapytał Młodszy. - Tam chyba mają hot-dogi.
Były. Pamiętam jednak z tego dnia jedną myśl, która potem męczyła mnie przez wiele wieczorów. Skąd gówniarz wie, że to wódka, jak nie umie czytać?
Cytat był dosłowny. Pamiętam to doskonale. Pamiętam wstyd.
To był pierwszy krok do tego, żeby uświadomić sobie, że mam problem z alkoholem.


Komentarze
Pokaż komentarze