Łatwo jest pomylić pokorę z upokorzeniem. Wiem to, bo długi czas nie widziałem różnicy, a co więcej - uważałem, że taki jest mój obowiązek.
Byłem pogrążony w dziwacznym poczuciu jeszcze dziwaczniejszej winy wobec wszystkich i wszystkiego. Co najgorsze, czułem również to samo do wielkiej firmy, w której pracowałem. Moja praca, zresztą, nie miała zbyt wiele wartości. Tym niemniej, uważałem, że jest to najważniejsze, co tylko można robić.
Potrzebowałem tej pracy, wydawało mi się, bo moja wielka firma dodawała mi prestiżu. W moich własnych oczach dodawała mi wartości. A może tylko ją podnosiła.
Tymczasem moja wartość w ogóle nie była związana z moją pracą. Moje picie w przed pracą, w trakcie pracy, po pracy, przychodzenie do pracy - było nieetyczne i nie w porządku. Tym niemniej właściwie nic, co zrobiłem, nie było końcem świata.
W pewnym momencie spojrzałem w górę. Potem spojrzałem w dół i tam nie było już nic, za to wszyscy, których poznałem byli już gdzie indziej. A nade mną byli nowi.
Zmieniłem pracę. Dziś przyjaciółka powiada, że nie jestem tym samym facetem, którego poznała.


Komentarze
Pokaż komentarze (2)