To prawda, że świat wokół mnie determinuję ja sam. Wykreśliłem ze swojego słownika już dawno temu słowo: „muszę”. Twierdzę, że jedyne, co muszę, to umrzeć, cała reszta jest tylko kwestią wolicjonalną. Co więcej, nie rozumiem, jak ktokolwiek w moim otoczeniu mówi, że musi to czy musi tamto. Patrzę, i zastanawiam się, czy naprawdę nie ma w okolicy żadnego wyboru.
Długo w terapii zmagałem się ze słowem „powinienem”. Walczyłem z wymaganiem od siebie sztuczności, zachowania takiego, jakie oczekują ode mnie inni. Nie takiego, jakie sam chciałbym u siebie widzieć. Nie tak, jak mam ochotę, nie tak jak chciałbym - tylko jak powinienem. Moi rodzice powtarzali mi ciągle, że powinienem to czy powinienem tamto, determinując moje wybory w przyszłości.
Ostatnie, co zostało, to próba zaprzeczania tak rzadko, jak to możliwe. Mówienia, że mogę, że uda się, że pójdzie jak chciałbym, żeby poszło. Tymczasem chętnie powiadam sobie: „nie czuję się dobrze”, „nie jestem zadowolony”, „nie mam chęci”.
Próbuję zwolnić się z odpowiedzialności. I to nie sposób wyrażania mnie, tylko moich kompleksów.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału serwisu YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze