Najgorsze jest zbieranie się do zaczęcia czegoś. Zauważyłem, że najdłużej wcale nie trwa to, co chcę zrobić. Nawet nie to, co muszę przygotować.
Na przykład mam kurs do zrobienia. Nie chodzi o to, żeby znaleźć stronę, na którą mam wejść, żeby kontynuować. Nie o to, czego mam się nauczyć, jakie zadania zrobić, ile wysiłku będzie mnie kosztować przyswojenie danej czy innej wiedzy.
Najtrudniej jest podejść do fotela, usiąść na nim, a potem włączyć komputer. Właśnie: nie patrzeć w telewizor. Nie słuchać tego, co dzieje się w pokoju obok. Nie martwić tym, co będzie jutro w pracy.
Zacząć. Gdy zacznę, czuję ten błysk ekscytacji w oku. Widzę, co dalej.
Ruszam z miejsca.
Tak właśnie, wyobrażam sobie rozwój. Jako codzienne siadanie na fotelu, a potem zmuszanie się do czytania czegoś trudnego, albo nawet tylko wymagającego wysiłku. Skupienia. Zrozumienia.
Ciężko jest, każdego dnia.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału w serwisie YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze