W tym roku polecieliśmy na wakacje do mojego Brata, który mieszka w USA. Zanim wylecieliśmy zapytaŁ, czy lubimy owoce morza, bo chciałby zabrać nas do restauracji.
Ostatnio, gdy tam byliśmy, próbowaliśmy ostryg. Było to ciekawe przeżycie, które polubiłem, podobnie jak lokalny specjał, zupę rybną i kanapkę z homarem. Chciałem nawet spróbować homara, ale Brat mi to odradził, ja zaś w życiu staram się słuchać specjalistów. Lub przynajmniej tych, którzy znają się na czymś lepiej.
Gdy Brat mówił o tej restauracji, którą mieliśmy odwiedzić, nazywał to zawsze „doświadczeniem”. Gdy jechaliśmy na miejsce, nic nie wyglądało zjawiskowo. Podobnie ulica, na której znajduje się restauracja.
Rzeczywiście, nie nazwałbym tego kolacją. Nawet pasta jajeczna nie wyglądała jak pasta jajeczna. To było zupełnie nowe doświadczenie, jakiego jeszcze nie przeżyłem, choć nie jestem już najmłodszy.
Następnego dnia w innym miejscu oglądałem jeżowce, które były jednym z dań. Cieszę się, że spróbowałem.


Komentarze
Pokaż komentarze