Kiedyś powiedziałem terapeutce, że nie mam zamiaru wybaczać Ojcu. Odpowiedziała mi, że bez załatwienia tej urazy nie odnajdę spokoju. Nie uwierzyłem jej.
Prawda jest taka, że nie czuję urazy do Ojca. Ten nie żyje już parę lat, więc co zmieni to, czy mu wybaczę, czy nie? Nie wierzę w życie pozagrobowe, a nawet jeśli - to co najwyżej nie dostanie się do Raju, zatem znów, nie jest to mój problem.
Szczerze powiedziawszy, nie myślę o tym. Nie zastanawiam się, co było, jak było, co Ojciec mnie czy co ja Jemu. Nawet mieszkam daleko od miejsca, gdzie jest grób mojej rodziny, co też mi nie przypomina.
Tym samym, nie odczuwam tego typu zaszłości jako uraz. Nie obrażam się na ludzi za to, że coś zrobili lub nie zrobili. Nie przejmuję się tym, zakładając, że nawet głupcy ignoranci też mają swoją opowieść.
Wychodzę też z założenia, że nikogo poza sobą nie zmienię. Mogę co najwyżej zmienić swoje nastawienie.


Komentarze
Pokaż komentarze