Długi czas swojego życia byłem strachem. Bałem się tego, że nie jestem odpowiedni do danego zadania. Że nie umiem na tyle dobrze czegoś, co mam zrobić, z tego też powodu zostanę ukarany. Bałem się, że ktoś mnie wyśmieje, gdy przyznam się, że czegoś nie wiem. Bałem się, że ktoś zauważy jakąś moją wadę. Bałem się, że ktoś dostrzeże mój strach.
Tak naprawdę, patrząc z dzisiejszej perspektywy, bałem się po prostu tego, że ktoś odkryje, kim jestem naprawdę.
Przez lata picia zbudowałem wokół siebie mur i gdy wychodziłem poza niego, ubierałem na siebie ciężką, za to szczelną i dokładnie przykrywającą prawdziwego mnie zbroję. Nie wystawało z niej nic, pewnie nawet kolor oczu był jakoś zamazany.
Tak bardzo bałem się pokazać, jaki jestem naprawdę i, trochę jak w Małym Księciu, piłem, żeby o tym zapomnieć.
Tymczasem poza strachem mam wiele innych elementów w sobie. Na przykład jestem wrażliwy, mam prawo popełniać błędy, nie wiedzieć czegoś, że posiadam wady. To wszystko tworzy mnie, cały obraz, który nie jest idealny. Za to jest mój.


Komentarze
Pokaż komentarze