Ostatnio przeżyliśmy kłótnię na czternaście fajerek. Myślałem sobie, że poszło o to, że Syn zaczął wrzeszczeć i rzucać przekleństwami, obrażając nas. Nakręciłem się w sekundzie, bo tak u mnie bywa, gdy stracę kontrolę.
Też powrzeszczałem.
Leżałem potem, nie mogąc zasnąć. Myślałem, próbując wejść w swoje emocje, co poszło nie tak. O co tak naprawdę, na najgłębszym poziomie, chodziło.
Dwa dni później miałem wyjechać na imprezę firmową. W pracy miałem ciężki, bardzo stresujący dzień. Narastała we mnie złość, przez cały dzień. Tak naprawdę nie poszło więc o to, że usłyszałem parę inwektyw w swoją stronę. Korona mi z głowy nie spadła.
Wydaje mi się, że warto czasem wyjść. Odejść, fizycznie oddalić się z miejsca, w którym pojawiły się emocje. Stanąć obok. Zatrzymać się, choć na chwilę. Tylko wtedy da się zobaczyć, czy to, o co chodzi jest warte.
Pytanie tylko brzmi, czy warto żałować.
Ja rano przeprosiłem za swoje zachowanie. Za utratę kontroli. Za brak cierpliwości. Korona mi z głowy nie spadła.
Notkę można również obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze