Nie lubię bólu. Nie lubię w ogóle tak zwanych “nielubianych” uczuć. Najważniejsze jednak, że pozwalam sobie na dopuszczanie ich do siebie. Daję sobie prawo odczuwania złości, zmęczenia, niechęci i tak dalej. Kiedyś myślałem, że skoro trzeżwieję to powinienem być tylko grzeczny, miły, przyjemny i spokojny.
A to nieprawda.
Gdy wspominam różne momenty swojego życia, zauważam, że część z nich, gdy się wydarzyła, uważałem za nieprzyjemną. Rozstania, które przeżywałem bardzo mocno. Poniżenie, które odczuwałem podczas porażek. I znów, i tak dalej.
Dziś myślę sobie, że część z nich bardzo mi się przydała. Wyrobiła mi charakter. Dzięki temu dziś jestem bardziej odporny. Czuję się silniejszy, dlatego że to przeżyłem.
Wbrew pozorom, ból nie jest zły. Ból jest potrzebny, bo pokazuje granice. Dlatego, że jest, wiem kiedy nie wolno iść dalej.


Komentarze
Pokaż komentarze