Zostaliśmy tylko Brat i ja z mojej generycznej rodziny. Mama zmarła już ponad dwadzieścia lat temu. Ojciec już prawie dziesięć. Siostra mojej Mamy - ostatnie właściwie ogniwo łączące mnie z miejscem urodzenia, odeszła jakiś czas temu.
Nie lubię pogrzebów w wydaniu rzymsko-katolickim. Są straszliwie dołujące i nigdy tego nie byłem w stanie zrozumieć. Przecież wiara powiada, że po śmierci jest niebo, miejsce wiecznej szczęśliwości. Oczywiście, istnieje szansa, że bliscy byli niesamowitymi szujami, w przypadku mojej rodziny generycznej tak nie było, więc wciąż nie jestem w stanie zrozumieć tej rozpaczy.
Prawie rok temu pożegnałem przyjaciela, który był bhaktą - wyznawcą Krishny. Zostałem zaproszony na ceremonię pożegnania ciała, tak właśnie nazywa się ten obrządek. Nie było tam rozpaczy. Śpiewali, opowiadali historie, można było też ciało pokropić uświęconą wodą za pomocą kwiatu. Na koniec każdy otrzymał mały podarunek.
Swego czasu byłem blisko śmierci. Doceniam życie takim, jakim jest. Wierzę w to, że mam coś jeszcze do załatwienia.


Komentarze
Pokaż komentarze