T
o nawet nie optymizm. To przeczucie graniczące z pewnością. To nie jest tak, że istniejemy obok siebie.
Jest taka gra planszowa, Konfucjusz. Nieważne, co jest jej celem, ważne, że gracze zdobywają różne wpływy, między innymi przez dawanie sobie prezentów. Żeby się prezentu pozbyć, trzeba dać droższy w zamian lub wykonać jakąś przysługę. W pewnym momencie gry każda decyzja jest poprzedzona analizą powiązań, w tym niewidzialnej pajęczyny prezentów na stole.
Wierzę, że podobna sieć powiązań istnieje tu, na świecie. Nie jesteśmy osobnymi organizmami, jesteśmy jednym.
To trochę jak z efektem motyla, odpowiedzią na pytanie: Czy machnięcie skrzydłami motyla w Brazylii może wywołać tornado w Teksasie? Nie jestem w stanie przewidzieć, jak to, co robię w tym momencie wpływa na innych za miesiąc, podobnie jak działania innych w tym momencie wpływają na mnie. Wierzę jednak, że to wynika z aktu stworzenia.
Dlatego mimo wszystko, jestem optymistą.


Komentarze
Pokaż komentarze