Nie ma innej drogi jak współistnienie z innymi. Nie podoba mi się określenie “cywil”, którego używa się czasem w AA, mówiąc o ludziach spoza Wspólnoty. Nie podoba mi się, gdyż zwykle oznacza to podział na tych “swoich” i “innych”. Owszem, obserwuję za tym idącą tendencję do zachowania się w porządku wobec tych, którzy we Wspólnocie są i niekoniecznie w porządku wobec tych, którzy są poza nią.
Na mityngu spędzam przecież godzinę lub dwie, a całą resztę poza nim. Pracuję z ludźmi spoza AA. Spotykam ich w sklepach, placówkach kulturalnych, kawiarniach. Zależę od nich w jakimś stopniu - sprzedają mi różne rzeczy, przygotowują kawę i takie tam.
Późno zrozumiałem, że mój sukces nie zależy od kogokolwiek poza mną. Moja opinia o mnie zależy tylko ode mnie. Moja wartość w moich oczach jest tylko moją sprawą.
Spotykam innych, lecz nie zależę od nich uczuciowo. To, że ktoś nie chce się ze mną spotykać, rozmawiać lub zrobić czegoś po mojej myśli to jego sprawa.
I się nie wtrącam.


Komentarze
Pokaż komentarze