Kiedyś trenowałem karate tradycyjne. Nauczyłem się kilku rzeczy - i nie chodzi tylko o umiejętności walki. Choć również o to chodzi - nauczyłem się szanować partnera, którego organizm nie staje się tym odporniejszy, im moje uderzenia mocniejsze. Nauczyłem się dyscypliny. Nauczyłem się pokonywać swoje ograniczenia. Nauczyłem się pokonywać ból. Nauczyłem się nie poddawać.
Byłem też na kursie tańca. Ukończyłem sześć z dziesięciu stopni, po ostatnim byłbym profesjonalnym tancerzem.
Wbrew pozorom oba te zajęcia bardzo się ze sobą zazębiały. Poruszanie się w tańcu nauczyło mnie bowiem nie tylko ruchów, konkretnych dla odpowiedniej melodii. Nauczyłem się ruchu w rytmie, wyczucia ciała i rytmu.
Nauczyłem się też słuchać swojego ciała. Nauczyłem się propriocepcji, czyli poczucia, gdzie jest która część i w jakiej pozycji się znajduje w przestrzeni.
Szkoda że na ponad dwadzieścia lat zapomniałem o tych pasjach. Dziś mam inne.


Komentarze
Pokaż komentarze