Nie lubię bardzo popularnego powiedzenia w AA o 24 godzinach.
Nie lubię przez jego, zwykle, błędną interpretację. Mówi ona, że nie wolno planować, żyć tylko tym co dziś i - co najważniejsze - nie pić tylko 24 godziny.
Nie żyję sam, w pustce wszechświata. Mam rodzinę, pracuję, chodzę na mityngi, treningi, spotkania ze znajomymi. Potrzebuję ułożyć sobie czas tak, żeby wyrobić się ze wszystkim.
Podczas pobytu w ośrodku odwykowym robiliśmy plan dnia. Było to proste, bo miałem zajęcia, które następowały po sobie w pewnym konkretnym porządku.
Teraz nie jestem w stanie zaplanować, że coś będę robić od tej do tej godziny, czasem minut. Nawet nie jestem w stanie zjeść posiłków o tej samej porze. Mam pracę, w której dużo się dzieje, ciężko jest powiedzieć rano: to będzie spokojny dzień. Czasem zdarza się, że wybieram się na mityng i na niego nie dotrę. Tym niemniej to, że jadę na mityng we wtorek ustalam wcześniej.
Tak samo wakacje, na przykład.
Notkę można obejrzeć w formie materiału na YouTube.


Komentarze
Pokaż komentarze